śmierć lidera apple 2011-10-07 21:37:25
ta. taki artykuł mne zaatakował po długiej nieobecnosci nablog.pl.
I co?
Mam pare przemyslen, nie można kupić wszystkiego za kase - biorac pod uwage ile jobs miał mamony. Przez chwile myslałam, ze jakoś jest mi obojetny a jednak
nie moge sie obejsc bez laptopa, mój telefon do złudzenia przypomina ajfona, robi to co on prawie wszystko.
nieskladna ta wypowiedz ale w zupełności jej nie planowalam.
w moim domu wiele sie zmieniło. pojawiła się moja córcia, teraz ma juz 3 miesiace, gaworzy macha nogami rekami i czym sie da i do tego wlasnie choruje na zapalenie oskrzeli.
Ale nie skarży się, nie płacze - jest wesoła spokojna, cierpliwa i wyrozumiała dla mojej niewiedzy. Poza tym ogromem szczescia nic sie nie zmieniło. Moi rodzice aka dziadkowie oszaleli z zachwytu, na jej punkcie. Mój mąż mam nadzieje stara się zaadoptować w sytuacji a ja? ja żyję jak dawniej tj robie wszystko co do mnie należy i jeszcze wiecej.
nie powiem zebym znajdowała w tym pełnię szczęścia ale wielkiej tragedii też nie odczuwam. jestem gdzies pośrodku. długo tak można?
jestem sparaliżowana strachem... 2011-01-17 14:50:20
po długiej przerwie powracam. Już nie obiecuję, że to się więcej nie powtórzy bo sama tego niestety nie wiem.
Sprawy się szybko rozgrywają, wszystko szybko się dzieje, zmienia.
Kot rośnie, moje małżeństwo się starzeje, jestem w ciąży.
czekam. I mam wrażenie, że nikt mnie nie rozumie. Większość osób nawet mi to oznajmiła.
Jestem jak ufo, intruz, ktoś kto nie pasuje do ogółu, psuje imprezy, psuje dobry humor, jest upierdliwy, nie pije alkoholu, szalenie się nie bawi, jest zmęczony, jednym słowem najbardziej chuj***owy człowiek na świecie.
Moja depresja pogarsza się z dnia na dzień. Mam wrażenie, że moje życie się kończy a ja nie mogę się tego doczekać.
Moja radość z uwagi na zajście w ciąże musiała się gdzieś upchać i schować. Trwała 3 do 6 dni i tyle - nic wiecej się nie wydarzyło.
Nienawidzę czekać.
Osesek się rozwija, ma juz 12 tygodni. Żyję nadzieją, że cieszy się z tego jak bardzo na niego czekam i mam nadzieje, że ma się dobrze i że jest cały i zdrowy.
Dzięki niemu przeżyję najmniej stresujący rok w swoim życiu, przestałam pracować, siedzę w domu na l4. Obiecałam sobie, że zajmę się sobą, mężem, kotem i domem ale mam wrażenie, że nie wystarczy mi siły jeśli będę musiała się martwić o kogoś jeszcze poza sobą. Myślę o tym każdego dnia, zanim zasnę - myślę o tym jaki będzie osesek, kim będzie (jeszcze nie znam płci) i czy będę go kochać tak mocno jak tego potrzebuje. I panicznie się boję.
Przez całą tą sytuację wpadłam w jakiś zamęt i nie pomyślałam nad żadnym postanowieniem noworocznym poza jednym, które wpadło jakoś tak samo pośród wyrzutów słanych w moim kierunku przez tych i tamtych.
Zmiany zawsze jakoś pomagają w tym wypadku nie tylko mojej zacnej osobie ale co ważniejsze jeszcze paru innym.
Nie mam juz siły przepraszać.
dzien dobry wieczór 2009-08-20 21:44:49
środek tygodnia, który suma sumarum mógłby sie juz skonczyc. kazdy jest i tak taki sam.
internet sluzy do przeszukania przeszlosci.
nauczyłam sie traktowac dni takimi jakimi sa.
dwie czesci. jedna dla swiata, ta oficjalna nieoficjalna.
pracowita. spowita papierami telefonami chodzeniem rozmawianiem rozwiazywaniem problemow ludzi katowic i wysluchiwaniem ich nieskonczonych histori.
opisów zycia ludzi starszych, niepotrzebujacych pomocy ale pieniedzy.
sluchanie i zapamietywanie od 7.30 do 15,30
cudowni i nie cudowni ludzie pracy i ich historie.
problemy. staranie o kontyuacje pracy oraz jej wykonywanie, pierwsza w zyciu panika o zakonczenie umowy z firma panstwowa.
a pozniej.
pozniej to co jest potem.
dom. taki mój i jego.
spersonalizoway i personalizowany krok po kroku.
sciany nabieraja usmiechu, gromadza osobowosc dwojga ludzi.
ksiazki plyty naklejki na scianach kolory filmy.
i koszmarny strach,
panika.
ile to juz dni.
kogos brakuje.
strach o brak potomka nabiera na sile.
a pozatym to tylko szczescie pozostalo.
nie ma do niego drogi ono jest drogą.
